data publikacji: 14.08.2020
tekst: Jędrzej Janicki
Nic więc dziwnego, że plakat doskonale radzi sobie również w przestrzeni internetowej – dowodem na to jest wirtualna Galeria plakatu prowadzona przez Teatr Wielki w Łodzi[1]. Sam zamysł tego przedsięwzięcia jest wyjątkowo prosty. Przedstawione zostały 152 dzieła (orłem z matematyki nigdy nie byłem, z góry proszę o wybaczenie ewentualnej pomyłki w rachunkach) z lat 1960–2018, które zapowiadały odbywające się wówczas w Teatrze Wielkim spektakle i inne wydarzenia artystyczne. Co ciekawe, plakaty ukazane są w kolejności od najnowszych do tych najstarszych. Zabieg ten, stojący w kontrze do najczęstszego przedstawiania dzieł sztuki, pozwala na „zakotwiczenie” sztuki plakatowej w teraźniejszości. Jest to o tyle interesujące, że rozwiązanie takie rzuca zupełnie inną perspektywę na dzieła „klasyków”. Inaczej niż zawsze, punktem wyjściowym są nowsze dzieła, a te starsze odbierane są niejako przez ich pryzmat[2]. Oto jedne z najstarszych plakatów w teatralnej kolekcji:

Same dzieła poprzedzone zostały jakże lapidarnym słowem wstępnym, które niesie w sobie jednak pewną ciekawą treść. Jak piszą twórcy tej nietypowej galerii, „[Plakat – J. J.] Niby pełni rolę służebną – informacyjną, ale często bywa i tak, że sam w sobie jest dziełem sztuki, które na lata pozostaje w pamięci”[3]. Słowa te ciekawie korespondują z uwagą Józefa Mroszczaka: „Plakat to twór obdarzony dwoma duszami; mówiąc mniej poetycznie – może oddziaływać dwojako: za pomocą ściśle użytkowych wartości reklamowych lub swymi wartościami czysto estetycznymi, artystycznymi”[4]. I te tajemnicze dwie dusze doskonale widać na prezentowanych dziełach.
Już na pierwszej stronie galerii uwagę zwracają ciekawe prace Piotra Karczewskiego. Jego projekty bogato czerpią z dorobku twórców Polskiej Szkoły Plakatu (Chopin wymarzony to nawiązanie do późnej twórczości Waldemara Świerzego, a Baron cygański w sposobie zakomponowania przestrzeni przypomina niektóre z dzieł Henryka Tomaszewskiego).


Moim ulubionym plakatem tego twórcy pozostaje jednak wyjątkowo wyrazisty Don Kichot, który swoją prostotą i pomysłowością naprawdę zapada w pamięć.

Uwagę zwracają również prace Jarka Mazurka – jego projekty Dama pikowa[5] oraz Rusałka to jakże odświeżający powiew estetyki horroru i science-fiction.

Nie wiem, na ile było to działanie zamierzone, jednak kolorystyka i kompozycja plakatu Juliusz Cezar Sławomira Kosmynki jest łudząco podobna do plakatu Koniec drogi Jerzego Jaworowskiego z 1961 roku[6].

Wyjątkowo ciekawym plakatem jest również dzieło Pawła Udorowieckiego anonsujące III Łódzkie Spotkania Baletowe – przedstawienie to bez wahania zestawić można z dorobkiem Marka Freudenreicha, Leszka Hołdanowicza czy Bronisława Zelka. Artyści ci przeciwstawiali się ówczesnym trendom sztuki plakatowej, tworząc dzieła wyjątkowo minimalistyczne, oszczędne w użyciu środków wyrazu i operujące często wyłącznie czernią i bielą. Dziełem autora nieco młodszego pokolenia, a odwołującym się również do twórczości tych artystów jest plakat Diabły z Loudun Ryszarda Kai.


Cechą często przywoływaną jako charakterystyka polskiego plakatu jest jego malarskość[7]. Widać ją chociażby w Trubadurze Waldemara Świerzego – dzieło to bez chwili wahania stworzyć mógłby Jackson Pollock. Rzadko kiedy jednak sam obraz staje się plakatem. Choć brzmi to nieco absurdalnie, to właśnie coś takiego ma miejsce na plakacie Mąż zawiedziony, dyrektor teatru Ryszarda Peryta. Artysta ten w bardzo pomysłowy sposób zagospodarował niedokończoną część obrazu Mozart przy fortepianie Josepha Lange (1789). Blisko 200 lat po powstaniu ten znakomity portret znalazł swoje nieoczywiste dopełnienie.

IF Kolekcja jako sukces poczytuje sobie fakt, że w eksponowanej wirtualnej galerii plakatu Teatru Wielkiego są dzieła, które posiadamy w swoich skromnych zbiorach[8]. Choć sprawa to niezmiernie dla nas miła, to nie stanowi jednak o sile opisywanej wyżej wystawy. Bardzo podoba mi się pomysł prezentowania plakatu w przestrzeni internetowej – może to nowa przyszłość dla tej formy sztuki? Wszak zawsze twórcy plakatów starali się „wyjść do ludzi”. Może tym razem polegać ma to właśnie na zagoszczeniu na ekranach komputerów? Jak to mawiają wykładowcy na łódzkiej filozofii, nie ma co zbytnio filozofować. Tak czy inaczej, wirtualna Galeria plakatu Teatru Wielkiego to ciekawa inicjatywa. Nienachalna, skromna (może nawet czasami zbyt skromna, jeżeli chodzi o jakiś tekst towarzyszący), a co najważniejsze, skłaniająca do własnego przeżywania każdego z dzieł, bez niepotrzebnego narzucania, które z nich mają nam się bardziej podobać…
[2] Ciekawym pomysłem mogłoby okazać się również zastosowanie takiej chronologii do innych dziedzin, np. jeżeli chodzi o sposób prowadzenia kursu z historii filozofii.
[4] Słowo wstępne do katalogu I Międzynarodowego Biennale Plakatu (1966).
[5] Przedstawienie to śmiało mogłoby posłużyć za oprawę graficzną płyty jakiegoś zespołu deathmetalowego.
[6] Wspomniany plakat Jerzego Jaworowskiego znajduje się w IF Kolekcji: http://if-kolekcja.uni.lodz.pl/index.php/2020/07/21/jerzy-jaworowski-koniec-drogi/.
[7] Przytoczyć można słowa Jana Lenicy, które tak naprawdę wyprzedzały nieco nadchodzącą rzeczywistość: „Możliwość zrealizowania tego, co można by nazwać nowym programem młodego pokolenia, leży właśnie w silniejszym związaniu sztuki plakatu z malarstwem […]” (J. Lenica, Z problemów młodego plakatu, „Przegląd Artystyczny”, 1955, nr 1-2, s. 78).
[8] Chodzi o prace „Makbet” Mariana Tarczyńskiego, „Kobro” (nieznane autorstwo), „Opowieści Hoffmanna” Janiny Dzikowskiej-Najder oraz „Córka źle strzeżona” Iwo Dobieckiego.
